Co zrobić, gdy plik ma za mało pikseli
To najczęstsza sytuacja w całej produkcji odzieży. Logo pobrane ze strony internetowej ma zwykle 200-400 px szerokości, bo tyle wystarcza na ekranie. Ten sam plik na nadruku 25 cm daje około 30 DPI - czyli widoczne schodki na każdej krawędzi i rozmyte litery. Nie jest to wina drukarni ani techniki, tylko materiału wejściowego.
Kolejność ratunkowa wygląda tak. Po pierwsze, poszukaj lepszego źródła: pliku od projektanta, PDF-u z księgi znaku, wektora w mailu sprzed dwóch lat. Prawie zawsze gdzieś jest, a każdy inny wariant jest gorszy. Po drugie, jeśli to logo albo napis - odbuduj kształt wektorowo. Obrys krawędzi i renderowanie w docelowej rozdzielczości dają wynik naprawdę ostry, bo litera to kształt, a nie zbiór pikseli; opisujemy to w tekście o zamianie JPG na wektor. Po trzecie, jeśli to fotografia - zmniejsz nadruk albo zmień projekt. Powiększanie zdjęcia nie tworzy detalu, tylko rozmyty kompromis.
Czego nie robić: nie zmieniaj samej wartości DPI w metadanych pliku. To pole informacyjne - ustawienie „300" na pliku 300-pikselowym nie dokłada ani jednego piksela, zmienia tylko liczbę, którą pokaże program. Grafik i tak zobaczy prawdę przy pierwszym powiększeniu.
Rozdzielczość a technika znakowania
Wymagana gęstość zależy też od tego, czym nadruk zostanie naniesiony. Druk DTF i sublimacja pracują na rastrze i realnie korzystają z pełnych 300 DPI - tu plik jest wąskim gardłem. Sitodruk ogranicza oczko siatki, więc bardzo drobny detal i tak nie przejdzie, niezależnie od pliku. Haft ma najniższe wymagania wobec rozdzielczości, ale najwyższe wobec czystości kształtu - liczy się kontur, nie liczba pikseli.
Wniosek praktyczny: przygotuj plik w 300 DPI i nie zastanawiaj się dalej. Będzie wystarczający dla każdej techniki, a jego waga przy nadruku na odzieży nigdy nie jest problemem. Jeśli wybierasz jeszcze metodę, zajrzyj do porównania technik znakowania.